Skocz do zawartości
MaveR

[MTA] Poszukiwania oprawcy

Rekomendowane odpowiedzi

25408544782_2b228efd6f_o.jpg

 

Policja stanowa San Andreas przy współpracy z jednostkami specjalnymi z LVPD w sprawie zaginięcia Jacoba Smolinsky zgłoszonego dnia 28/11/2015 oraz dokonania morderstwa ze szczególnym okrucieństwem, co zostało ustalone w trakcie trwania śledztwa przygotowała raport, który został upubliczniony.

 

Treść raportu:

 

 

 

RAPORT POLICJI STANU SAN ANDREAS

w sprawie zamordowania Jacoba Smolinsky

 

Uznany za zaginionego Jacob Smolinsky był ostatni raz przed godziną 23:00 dnia zaginięcia. Jego służbowy pojazd - ciężarówka m. Road Train oraz naczepa została zaparkowana w centrum miasta. W trakcie trwania śledztwa mieszkańcy pomogli dotrzeć do rzeczy, które należały do ofiary. Był to telefon porzucony na stacji benzynowej, walizka z rzeczami osobistymi.

Przy zbiorniku wodnym na plaży w Los Santos zabezpieczono odciętą ludzką nogę, która okazała się być nogą zaginionego. Następnego dnia do policji dotarła wiadomość o odnalezieniu ludzkich zwłok, które zostały wymyte na brzeg przy terenie lotniska Los Santos. Sekcja zwłok pomogła ustalić, że były to zwłoki Jacoba Smolinsky.

 

TROPY PODEJRZEŃ

Wydział kryminalny policji w kwestii dowodów, które pomogą dotrzeć do podejrzanych ustalił, co następuje:

1. Osoby, które zarejestrowała kamera jednej z willi przy plaży Los Santos poruszały się pojazdem m. Merit, w kolorze czarnym. Tablice rejestracyjne PTS 1855 należą do osoby, której skradziono ów samochód.

2. Na zwłokach ofiary zabezpieczono odciski palców, które wskazują, że kontakt z ciałem miały co najmniej dwie osoby.

3. Morderstwo było najprawdopodobniej zlecone przez osoby trzecie w celu zastraszenia lub porachunków osób ze środowiska gangsterskiego.

4. Pojazd, którym poruszali się podejrzani został uchwycony na zdjęciu z fotoradaru w pobliżu miasteczka Angel Pine. Twarz należąca do czarnoskórego mężczyzny nie mogła zostać zidentyfikowana

 

*****************POZOSTAŁA CZĘŚĆ RAPORTU OTRZYMAŁA STATUS TAJNEGO DOKUMENTU JEDNOSTEK OPERACYJNYCH LVPD*******************

 

 

 

 

Jednostki specjalne oraz śledcze nie mogą dotrzeć do poszukiwanych osób. Trudności z identyfikacją podejrzanych mogą wynikać z obywatelstwa krajów dalekich od SA.

 

Policja apeluje o pomoc w poszukiwaniach i zgłaszanie każdego tropu, który może zaprowadzić do podejrzanych.

 

Zostaje otwarty temat, który ma pełnić funkcję miejsca do logicznego ułożenia wszelkich informacji w całość oraz przedyskutowanie z innymi osobami taktyki poszukiwań. Wszelkie znaleziska proszę zgłaszać właśnie w tym temacie - jednostki śledcze zbadają temat i pomogą prowadzić śledztwo na dalszy trop.

W tej chwili wszystko zależy od Was - to, co zauważycie podejrzanego powinno lądować w przeznaczonym do tego temacie i wzbudzić żywą dyskusję.

 

http://truckers.com....cy-dochodzenie/

 

 

 

"Najważniejsze jest znalezienie pierwszego tropu, który otworzy dalsze możliwości"

-detektyw śledczy John Walters z LVPD

 

 

Przygotowaliśmy dla Was grę logiczną, jakiej jeszcze na PTS nie było. Nagrodzone zostaną wszystkie osoby, które wykażą się logicznym myśleniem oraz barwnym tworzeniem możliwego scenariusza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poszukiwani oprawcy Jacoba Smolinsky'ego zostali zatrzymani. Przebywali na terenie opuszczonego zakładu w centrum San Fierro. Policja nie podaje, jakie fakty zostały odkryte podczas przesłuchania. Zostaną one najprawdopodobniej, kiedy nie będą szkodziły podczas trwającego procesu.

 

_________________________

 

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za takie zaangażowanie się w event. Szczególne podziękowania kieruję w stronę osób, które drogą dedukcji docierały do tropów, czy też ustalały, co mogło dziać się dalej na podstawie wcześniejszych ustaleń. Nie chcę faworyzować tutaj nikogo, ale szczególne słowa uznania kieruję w stronę graczy: ManiaK, Linshi, Niventill, Koleshka. Kombinowaliście w dobrym kierunku, fajnie wczuliście się w dyskusje na temat śledztwa.

 

_________________________

 

Żeby rozjaśnić Wam wszystkim, jaki scenariusz był przeze mnie realizowany w 1 etapie eventu - udostępniam mój tekst.

 

347px-PEGI_Violence.svg.png?height=200&w

 

UWAGA: Treść może być nieodpowiednia dla niektórych osób ze względu na ewentualne drastyczne sceny, które zostały opisane.

 

Właśnie w tym momencie zrozumiał, że  już umarł. Umarł, choć jego serce dyktowało dalsze minuty życia. Mógł ciągle robić to, co wcześniej – rozmawiać z ludźmi, wyjść do sklepu po piwo, żeby wieczorem usiąść wpatrzony w szklany świat w telewizorze, kochać się z poznanymi podczas wypraw do klubów dziewczynami – po czym obudzić się następnego dnia i wszystko zaczynało się od nowa. Mógł robić to wszystko, jednak – po co? Setki myśli błąkały się po jego głowie, kiedy usłyszał wysoki dźwięk z telefonu wydobywający się wprost do jego uszu, by dalej – w mózgu wiercić mu dziurę, która wprawi go w osłupienie przez najbliższe kilka minut. Dźwięk już dawno zamilkł, sygnalizując przerwane połączenie, ale on ciągle powtarzał sobie ostatnie słowa, które do niego dotarły -„Nie masz innego wyjścia, Jacob”.

*

Przyszło zimne, jesienne popołudnie. „Oni wszyscy pewnie wracają do domu, by oddać się przez resztę dnia błogiemu spokojowi” – myślał, kiedy jechał na wyznaczone miejsce pobrania zlecenia i załadowania swojej ciężarówki. Wszystko przebiegało według schematu, który Jacob miał zapisany w głowie już od kilku lat - wiedział, co dalej robić i jakie są kolejne etapy podczas załadunku. Nic nie było go w stanie zszokować.

„Waiting door 16” – wyświetlacz telefonu pokazał Jacobowi wiadomość łamanym angielskim, na którą czekał od momentu, kiedy ostatni raz rozmawiał z mężczyzną, który przedstawiał jako Sasza. Wprawdzie akcent zgadzał się z tym, co przypuszczał – że rozmawia z Rosjaninem, jednak zastanawiał się, jakie jest jego prawdziwe imię.

Rozejrzał się w poszukiwaniu rampy nr. 16. Po latach doświadczenia przyszło mu to z niebywałą łatwością. Wiedział, że za chwile nastąpi to, czego się obawiał – dojdzie do konfrontacji z jego koszmarami, duchami, które nie pozwoliły mu żyć, jak przystało na każdego człowieka. Stąpał twardo w wyznaczonym celu, ciało drżało mu z zimna, albo stresu.

„Cholernie tu zimno” – starał sobie powtarzać, żeby wyrzucić z głowy wszelkie lęki i obawy, które znajdowały się w postaci oddalonej od niego już o jakieś 10 metrów. Niesamowicie odczuwał ból brzucha. To jednak stres brał górę w walce z zimnym powietrzem – on powodował drżenie całego siebie.

- You Jacob? – wiedział, że to od niego otrzymał wiadomość na służbowy telefon.

- Yes, I know everything – spróbował skleić Jacob, lekko uśmiechając się – jakby rozpoznał w głosie rozmówcy coś zabawnego. Wszelkie szczegóły ustalił telefonicznie, wiedział na co czeka i jak przebiegnie transakcja.

Mężczyzna zawinięty szalem w taki sposób, że ledwo odsłaniały jego oczy podał Jacobowi bez słowa niewielki karton, który Jacob oszacował na około 5 kg. Domyślał się, że kolejny raz rozmawiał z Rosjaninem – ten akcent zapadł mu w pamięć już podczas dyskusji z Szaszą. Było jednak w głosie kuriera coś, kazało mu uwierzyć, że to nie ta sama osoba, co Sasza.

Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by otoczenie spustoszało. Jeszcze przed chwilą miał przed sobą kogoś, kogo ciągle próbował zidentyfikować, przypisać mu wygląd, lub chociaż wiek, a nagle – wszystko to zniknęło. Postać jakby wyparowała. Jacob stał tak osamotniony nie wierząc, co właśnie zrobił.

Bicie się z myślami nie miało już sensu, musiał szybko odłożyć pakunek w ustalone miejsce w ciężarówce. Przyśpieszonym krokiem pobiegł w stronę pojazdu, w głowie cały czas myślał o spotkanej postaci. Zrozumiał, dlaczego jego rosyjski akcent brzmiał mniej poważnie, niż Saszy. Rozmawiał z młodym chłopakiem – brak mu było charakterystycznej dla wysoko postawionych Rosjan – chrypy w głosie.

Wszystkie wydarzenia sprzed zaledwie kilku minut znów urodziły w głowie Smolinsky’ego wojnę demonów. Rozumiał, że można się w to wciągnąć będąc dorosłym mężczyzną – nie spodziewał się jednak, że spotka na swojej drodze kogoś, kto mógł mieć zaledwie 18 lat.

Usiadł na miejscu kierowcy, pokrętło ogrzewania ustawił na maksimum, zdjął kurtkę, którą odłożył za sobą i chwycił w dłoń karton, który stał się właśnie dla niego czymś, czego nie mógł spuścić z oka. Trzymał w ręce swoje „być, albo nie być”. Trzymał w ręce coś, przez co stał się zwierzyną – wielką zwierzyną, który zauważy każdy myśliwy. Trzymał w ręce 5kg amfetaminy.

*

Droga przebiegała nadzwyczaj spokojnie, jak na osobę, która wiozła towar wart miliony dolarów. Jacob po kilku godzinach podróży, uniesiony przyzwyczajeniem prowadzenia ciężkiej maszyny po prostej, niekończącej się drodze w końcu odczuł odrobinę spokoju. Wiedział, że wszystko dopiero się zaczęło, ale pewności dodawały mu dwie rzeczy – fakt, że część zadania miał za sobą, kiedy bezpiecznie zapakował karton do pojazdu, oraz bezpieczeństwo, jakie dawała mu jego praca. Czuł się bezpiecznie, kiedy prowadził. Wiedział, że na drodze nie ma sobie równych i każdy wypadek będzie dla niego wygraną bitwą o jak najszczelniejsze złożenie samochodu w harmonijkę. Kochał to, co robił i w takim nastroju przemierzał kolejne kilometry drogi. Niebo zaczęło zmieniać kolor z ciemno-niebieskiego na zupełnie czarne. Zrobiło się późno, ludzie zaczęli znikać z  ulic, wszystko stawało się coraz bardziej puste.

Zadzwonił telefon. Przeraźliwy pisk dzwonka sprawił, że podskoczył na fotelu. W jednym momencie wszystko wróciło. Nacisnął zieloną słuchawkę i czekał w milczeniu na głos.

- „Skręć w lewo dwie przecznice dalej i zatrzymaj się na parkingu na jezdni”.  To Sasza. Pamiętał ten głos, pamiętał, że już nie ma odwrotu. Było jednak coś gorszego, co wywołało u niego wewnętrzny atak strachu. Był obserwowany. Sasza widział każdy jego ruch, każdy jego krok był na oczach jego zleceniodawcy. Wiedział, że każdy nieprzemyślany ruch sprawi, że śmierć stanie mu się bliższa. Połączenie zostało przerwane zaraz po zakończeniu zdania.

„Pierwsza… Druga… Trzecia” – odliczał przecznice. Zaraz po wjeździe we właściwą zjechał na pobocze, zatrzymał się i zgasił silnik. Miasto wydawało się wymarłe, a to dodawało Jacobowi strachu. Był świadom, że w każdej ciemnej uliczce może na niego czekać człowiek, który odliczy jego ostatnie sekundy życia. Gdzie nie spojrzał – widział możliwe niebezpieczeństwo. Dookoła znajdowały się różne kluby, czy puby otwarte nocą. „Muszą tu mieć cholernie drogie, albo fatalne piwo” – pomyślał Jacob, kiedy wzrokiem nie mógł ogarnąć żadnego przechodnia. Po prostu ich tu nie było.

Nerwy narastały z każdą sekundą, kiedy jedynym dźwiękiem, który wyraźnie słyszał Jacob było bicie jego własnego serca. Cisza na opustoszałej ulicy, w samochodzie delikatny podmuch ogrzewania i dźwięk, który sygnalizował tylko jedno – „boję się”. Cisza trwała kilkadziesiąt sekund, a dla kierowcy sekundy te wydawały się być godzinami. Do symfonii dźwięku ciepłego powietrza dmuchającego prosto na zimne nogi Smolinsky’ego oraz dźwięku bicia serca dołączył się trzeci, najbardziej przeraźliwy ze wszystkich. Ten, który już od samego początku oznaczał problemy.

Ochrypnięty głos starego Rosjanina odezwał się w głośniku telefonu – „Wysiądź z ciężarówki, zabierz kluczyki i przejdź na stację paliw obok. Nie zamykaj samochodu”. Rozmowa wyglądała tak jak zawsze – przerwana po skończeniu wydania polecenia. Nie było już czasu na myślenie, co może na niego czekać – musiał po prostu zrobić to, co mu polecono, był w porównaniu do Saszy nikim. Nie mógł zrobić niczego własnowolnie, bo przez cały czas znajdował się na oczach swojego nowego szefa, dlatego też jak wytresowane zwierzę – zgrabnie i delikatnie przymknął drzwi i zaczął zmierzać w stronę stacji paliw.

Idąc do celu czuł się jeszcze mniej pewny siebie, niż w samochodzie. Teraz już nie miał dookoła siebie nic, co mogłoby go ochronić przed ewentualnym atakiem. Teraz został sam, bezbronny na środku ulicy. Setki razy przemierzał drogę z klubu do mieszkania w podobnym otoczeniu, ale te wie sytuacje różniło to, że teraz był całkowicie trzeźwy, nie zaślepiony urokiem żadnej kobiety i co najważniejsze, nie odpowiadał za przewóz pięciu kilogramów amfetaminy dla szefa mafii.

Szedł do przodu – nie odwrócił głowy ani na chwilę. Bał się tego, co dzieje się zanim, wyobrażał sobie, że z tyłu dotrzymują mu kroku pomocnicy Saszy. Zaczął nawet słyszeć za sobą kroki, które tylko ustawały, jak energicznie potrząsnął głową. Był pewien jednego – nie mógł się zatrzymywać.

Kroki Jacoba zaczęły nabierać tempa, kiedy przez myśl przeszło mu, że zmierza w kierunku stacji otwartej 24 godziny na dobę – to musiało więc nieść za sobą ratunek w postaci kogoś, kto pracuje tam na nocnej zmianie. Zaczął przyśpieszać, aż uświadomił sobie, że prawie biegnie, a to może wzbudzić podejrzenia wśród obserwatorów.

Minęła chwila, aż dotarł do wymarzonej stacji. Nie myślał o niczym innym, jak o zwyczajnym spotkaniu się z drugą osobą twarzą w twarz. Nie oczekiwał rozmowy – bo pewnie i tak nie byłby w stanie wydusić z siebie słowa – chciał tylko poczuć, że to, co sobie wyobrażał było tylko złym duchem, że nie został sam w tym mieście, a w sytuacji niebezpieczeństwa – tutaj miał schronienie.

Kiedy kładł na ladę butelkę gazowanego napoju, myślał o tym, jak ludzie nie potrafią docenić obecności drugiej osoby. Nie myślał nawet o rozmowie, czy zbliżeniu się. Zadowalało go tylko to, że stoi obok niego ktoś, kto również ma uczucia i daje dziwne, nieuzasadnione poczucie bezpieczeństwa. Może nawet oboje dawali sobie wzajemnie to poczucie – „przecież ta kasjerka tak samo jak i ja, była tu wcześniej całkiem sama, bez nikogo w pobliżu, bała się” – wciąż myślał Jacob. W końcu padło z ust sprzedającej magiczne zaklęcie, które dodało mu ogromną ilość odwagi i pewności siebie. Poczuł się w końcu naturalnie, jakby znów ożył – „Trzy dolary, proszę Pana”.

Odpowiedział jej szybkim uśmiechem, a kiedy zbliżał się do drzwi – znalazł chwilę na odwrócenie się w stronę kasjerki, i wyrzucenie z siebie uprzejme „miłego wieczoru”. Chciał aby chwila błogiego spokoju trwała wieczność, stał popijając schłodzoną colę, wpatrując się w żałosne tętno bicia serca miasta. Wydawało się przechodzić ostatnie chwile agonii, która trwała przez kolejne kilka minut, aż w końcu w oczach Jacoba agonia zamieniła się w całkowitą śmierć.

- „Wyrzuć ten telefon tam, gdzie stoisz. Za chwilę skończymy interes” – usłyszał w niewyraźnie brzmiącym głośniku służbowego telefonu.

Zabrzmiało, jak ostatnie pożegnanie. Sasza właśnie zamierzał zakończyć z nim interes – co to dla niego miało znaczyć? – Jacob ciągle pytał siebie, licząc, że cichy głos sumienia odpowie mu uspokajające „To już koniec, będziesz wolny i bezpieczny”. Stał w bezruchu, odkąd rozmówca rozłączył – szybko schował telefon do ukrytej od wewnętrznej strony kieszeni kurtki, po czym wyciągnął z kieszeni w spodniach prywatny, praktycznie nieużywany ze względu na wysokie opłaty i brak bliskich kontaktów i zrobił, co mu przykazał Sasza. Dźwięk pękającego szkła był momentem, który wprawił Jacoba w hipnozę. Stał, bijąc się z myślami w oczekiwaniu na rozwiązanie umowy.

Minęła cała wieczność, jednak tykająca wskazówka zegarka na jego ręce, która była jedynym dźwiękiem tak głęboko trafiającym w uszy Smolinsky’ego sugerowała, że minęło jakieś… 150 pojedynczych ruchów wskazówki sekundowej.

Z otępiałego snu został obudzony przez nadjeżdżającą, czarną limuzynę, poruszającą się jak w tych filmach, które był przyzwyczajony oglądać w wolne, zimowe popołudnia. Zbliżała się z gracją, równym tempem. Kiedy znajdowała się w bliskiej odległości od Jacoba – nagle samochód zmienił tor ustawiając prawe koła na linii telefonu. Odległość zmieniała się przerażająco szybko w oczach Jacoba, strach buzował w całym jego ciele, wiedział, że zmasakrowanie telefonu 2-tonowym samochodem może zablokować możliwość odnalezienia Smolinsky’ego, jeśli okaże się, że za chwile będzie musiał wsiąść do środka. Wiedział o tym Jacob, ale i wiedzieli o tym mężczyźni na przednich fotelach auta.

Jedyną rzeczą, jaka przyszła mu do głowy było wysunięcie nogi do przodu i delikatne kopnięcie telefonu, by nie został zmiażdżony kołami. „Udało się…” – myślał szeroko otwierając oczy na widok dwóch twarzy spoglądających na Jacoba – czarnego i białego mężczyzny, którzy właśnie zatrzymali się obok niego – „Nie poczuli, że nie przejechali telefonu” – ciągnął sobie dalej w myślach sparaliżowany strachem trucker.

„Wsiądź do tyłu” – odezwał się znów rosyjski akcent z ust pasażera. Kierowca, czarnoskóry ze złotym łańcuchem pełnił chyba rolę osoby, która ma straszyć – bo samo jego spojrzenie przyprawiało o „gęsią skórkę”. Wejście do samochodu było ostatnią rzeczą, którą Jacob chciał wykonać. Wiedział ze swoich filmów, że takie rzeczy nie mają prawa skończyć się szczęśliwym zakończeniem. Wróciły do niego wszystkie emocje z całego dnia. Strach, rozpacz, pewność siebie, radość – wszystko to stworzyło niesamowicie niebezpieczną mieszankę nowego charakteru, który właśnie obudził się na zmuszonym do przejażdżki Jacobem.

Pasażer rozmawiał przez telefon, wymawiając coś po rosyjsku,  kierowca nie odezwał się ani słowem. Jedynym jego zajęciem było przełączanie kolejnych utworów nagranych na płytę CD w odtwarzaczu samochodowym. Każda piosenka brzmiała dla Jacoba bardzo podobna. Widocznie język był dla niego niezrozumiały, wydawało mu się, że wszystko brzmi tak samo. „Ach, Francja” – pomyślał, kiedy Rosjanin skończył rozmowę, przestawił lusterko wsteczne tak, aby widzieć spojrzenie „więźnia z tyłu”. Nastąpiło to, czego bał się najbardziej. Rozmowa z wysłannikami Saszy na osobności, w nocy, w samochodzie.

- „Byłeś dobry” – zaczął Rosjanin – „Sasza ma dla Ciebie propozycję. Masz zostać naszym kurierem na stałe”. – Zakończył władczym tonem. Nie było możliwości usłyszeć w tym zadaniu elementu proszącego, czy pytającego. To był kolejny rozkaz, wydany przez kolejnego Rosjanina.

- „Nie chcę, nie mogę się zgodzić” – nie pomyślał, czym ryzykuje wypowiadając słowa odmowy, w przypływie mieszanki emocji był niezdolny do logicznego myślenia i przewidywania. Uświadomił sobie, że zeszłoroczne święta były jego ostatnimi w życiu. Poprosił o śmierć.

*

Był bezsilny, kiedy zawinięty sznurkami, z ustami zaklejonymi grubą i szeroką taśmą poczuł, że nagle hamują, a jego porywacze wychodzą z samochodu. Przez przyciemnione szyby widział jasną poświatę z chodnikowych latarni, stali przed jakimś osiedlem bloków, kiedy nagle otworzono bagażnik, z którego Rosjanin wyciągnął znajomy mu przedmiot. Po rozmywających się przez parę na ciemnych szybach kształtach rozpoznał swoją teczkę, w której przewoził rzeczy potrzebne mu w trasie – część odzieży i bielizny osobistej. Mężczyźni przeszli kilka metrów wprost, po czym na chwilę zniknęli za betonowym, jak mu się wydawało, kwietnikiem. Po kilku chwilach znów widział ich postury, kiedy zbliżali się do samochodu.

Wsiedli, cicho zamykając drzwi, nie odzywając się słowem. Jacob chciał zapytać, dlaczego wyrzucili tutaj jego rzeczy zabrane z ciężarówki. Chciał, ale nie pozwalała mu na to mocno przyklejona do ust taśma. Kiedy w niemocy przestał wydawać puste, nic nie znaczące dźwięki poczuł, jak samochód zjeżdża na coś miękkiego. Uniósł się z tylnej kanapy – to, co ukazało się przed autem rozpędziło jego serce do niesamowitej prędkości. Zaczął panikować i krzyczeć. Znów te puste dźwięki, które nie znaczą już nic. Łzy zaczęły spływać mu po policzkach. Czuł każdy milimetr, który pokonują na jego twarzy, aż docierają do taśmy, szybko prześlizgują się w dół i spływają po szyi, gdzie dalej wsiąkały w kołnierz jego koszulki.

Stali przed bezkresem oceanu.

*

Robota była szybka. Pod drewnianym pomostem dźwięk był tłumiony wystarczająco, by cichy strzał ze Smith&Wessona kaliber .38 z nałożonym tłumikiem nie rozbudził nikogo, kto zamieszkiwał jeden z tych domów przy plaży. „Cholerni bogacze” – myślał sobie, kiedy oddał strzał. Reszta była już tylko „formalnością”, chorym upodobaniem ich szefa. Czarnoskóry wyciągnął z bagażnika drewniany toporek z ostrzem, które byłoby wstanie przekroić blachę. Byli do tego przygotowani. Pierwszy cios w pachwinę był wymierzony w dokładnie to miejsce, na które patrzył Rosjanin w momencie unoszenia broni w górę. Głośny chrzęst łamiących się kości minął w oku mgnienia, by mógł go zastąpić dźwięk wbijania się ostrza w piasek. Siła była tak duża, że zmasakrowała wszystkie kości, które stały na drodze oprawcy, przeszła przez resztę ciała, żeby w końcu za jednym uderzeniem przeciąć nogę Jacoba, która zaczęła wydzielać ogromne ilości krwi. Wystarczyło kilka kolejnych uderzeń, które cios za ciosem trafiały w wyznaczone im miejsce, by po chwili ciało Smolinsky’ego leżało przed nimi całkowicie rozczłonkowane, zakrwawione i pozbawione godności. Szeroko otwarte oczy spoglądające w ich stronę z głowy leżącej jakiś metr dalej od szyi miały w sobie strach, lęk, rozpacz i poczucie przegranej. Widok nieznośny dla każdego normalnego człowieka był dla nich codziennością, która nie robiła na nich żadnego wrażenia. Pozostała ostatnia część zlecenia, która zawsze zajmowała najwięcej czasu. Nie dlatego, że była trudna – po prostu męczyło ich przenoszenie tak ciężkich materiałów i obserwowanie, czy „towar” aby na pewno poszedł tam, gdzie jego miejsce – na dno.

Z bagażnika wyciągnęli resztę przygotowanych na tą „robotę” rzeczy – kilka pustych lnianych worków oraz szczelnie zamkniętą skrzynię do której Rosjanin w białych rękawiczkach przenosił zmasakrowane ciało, a jego współpracownik uzupełniał worki piaskiem. W końcu zakończyli, skrzynia czekała na zamknięcie i wysłanie jej do wody.

- „Nie zapomnij, co kazał szef” – rzucił rosyjskim akcentem. Młodszy mężczyzna z niechęcią i zmęczeniem wyciągnął jedną z ciasno upakowanych kończyn i wyrzucił ją pod ścianę wiaduktu znajdującego się nad nimi. – „No, teraz mamy wszystko z głowy”.

Wrzucenie ładunku do wody było dla nich najbardziej uciążliwe – wiedzieli na szczęście, że prądy o tej porze są strasznie silne, a dno jest już przy samym brzegu bardzo głębokie, więc ciężki ładunek wypłynął w głąb oceanu już po 3 minutach.

Trzaśnięcie drzwiami, dźwięk zapalanego silnika i w końcu szum kół zakopujących się w plażowym piasku kierujących się do wyjazdu z tego miejsca.

 

Kolejne podziękowania dla osób, które podjęły się przeczytania całości. :)

 

Odnośnie nagród: proszę o zgłoszenie się na serwerze wszystkich osób, które udzielały się w temacie przeznaczonym do rozwiązania zagadki.

 

Temat, w którym prowadziliście dyskusję zostanie jeszcze otwarty przez jakiś czas - do ewentualnych pytań, zgłoszeń, etc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

×